
Był rok 1622. Na audiencję do portugalskiego wicekróla
rezydującego w Luandzie przybyło poselstwo.
Na czele delegacji stała niezwykła kobieta, księżniczka
Nzinga Mbande Ngola. Zjawiła się w Luandzie z polecenia swego brata, króla Ngola Mbande,
z wielką świtą i wyposażona w daleko idące pełnomocnictwa.
Misja jej miała na celu
pertraktacje w sprawie układów pokojowych. Na cześć delegacji wicekról kazał oddać
salut armatni,jak nakazywał zwyczaj europejski przy wizytach państwowych. Jednocześnie
jednak postarał się o to, aby to on na audiencji wystąpił w charakterze władcy,
księżniczka zaś zmuszona była przyjąć pozycję podwładnej.
Wskazywać na to miały miejsca różnej rangi, które przygotowano.
I tak, w sali przyjęć stanął zdobiony złotem i nakryty aksamitem fotel przeznaczony
dla gubernatora, naprzeciw niego położono kosztowny dywan, na którym piętrzyły się
aksamitne poduszki.
Gdy tylko Nzinga Mbande weszła do sali, jednym spojrzeniem
ogarnęła sytuację. Nie okazując żadnego zmieszania, bez słowa, jak przekazał później
kronikarz - misjonarz kapucyński Cavazzi - dała wzrokiem znak jednej ze swych
towarzyszek. Ta natychmiast uklękła i pochyliła plecy. Władczyni siadła na nich
jak na stołku i tak przesiedziała do końca audiencji. Wywołało to, jak relacjonował
dalej kronikarz, ogólne zdumienie wśród Portugalczyków. Podziw ich wzrósł jeszcze,
kiedy poznali niezwykłe talenty dyplomatyczne księżniczki, jej mądrość i dumę.
Wynegocjowała honorowy pokój i wyrażnie wyjaśniła, że będzie
on korzystny dla obu stron. Zadziwiła i przekonała całą radę, której najwyżsi dostojnicy
nie potrafili nie przyznać racji propozycjom księżniczki.
W 1624 roku, po śmierci brata, 42-letniaNzinga Ngola otrzymała
godność króla. W tym samym roku zerwała z wiarą chrześcijańską ( ... ) aby otwarcie
przeciwstawić się Portugalczykom. Ponownie podjęła walkę z najeźdzcą. Wiele wypraw
wojennych, które prowadzono aż do połowy XVII wieku, zakończyło się zwycięstwem.
[ Heinrich Loth, Kobieta w dawnej Afryce, WAiF, Warszawa 1986 ]
|